Kosiniak-Kamysz wyklucza „siłowe eksperymenty” w sporze o TK
Władysław Kosiniak-Kamysz oświadczył, że w Trybunale Konstytucyjnym nie powinno być działań siłowych. Wicepremier wskazał jednak, że osoby łamiące prawo lub niewypełniające obowiązków muszą liczyć się z konsekwencjami.
Wicepremier i minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz został podczas briefingu w Rzeszowie zapytany o zarzuty postawione dyrektor Kancelarii Trybunału Konstytucyjnego oraz o możliwość wejścia policji do siedziby TK. Odpowiedział, że chodzi o przestrzeganie prawa, a nie użycie siły.
Kosiniak-Kamysz powiedział, że Trybunał powinien być najważniejszym miejscem ochrony obywateli przed niesprawiedliwością. Jego zdaniem zmiany przeprowadzone przez PiS doprowadziły do utraty zaufania do instytucji, co ma znajdować odzwierciedlenie w malejącej liczbie skarg konstytucyjnych.
Szef MON odrzucił sugestię, że władze planują „siłowe eksperymenty”. Zaznaczył zarazem, że osoba pełniąca ważną funkcję publiczną, która nie wykonuje obowiązków albo narusza prawo, musi brać pod uwagę odpowiedzialność. W ten sposób odniósł się także do zarzutów Jarosława Kaczyńskiego, według którego działania wobec urzędników TK są przejawem „prawa siły”.
Wicepremier ocenił, że politycy PiS obawiają się odpowiedzialności. W tym kontekście wymienił Zbigniewa Ziobrę i Marcina Romanowskiego, zarzucając im unikanie polskiego wymiaru sprawiedliwości. Według Kosiniaka-Kamysza wypowiedzi przedstawicieli opozycji świadczą o lęku, a nie o odwadze.
Minister spraw wewnętrznych Marcin Kierwiński mówił wcześniej, że policja ma reagować, jeśli w Trybunale będzie łamane prawo. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek stwierdził natomiast w RMF24, że do gmachu powinni przede wszystkim wejść wszyscy sędziowie wybrani przez Sejm. Pytany o policyjną asystę uzależnił dalszy przebieg wydarzeń od zachowania prezesa TK Bogdana Święczkowskiego.
Od kwietnia Prokuratura Krajowa prowadzi śledztwo dotyczące niedopuszczenia do orzekania czworga sędziów wybranych przez Sejm w marcu. Wśród świadków przesłuchano szefa Kancelarii Prezydenta Zbigniewa Boguckiego. Śledczy chcą przesłuchać także prezydenta Karola Nawrockiego, a Żurek zapowiadał możliwe ruchy prokuratury w najbliższych tygodniach.
Prokuratura postawiła dyrektor Kancelarii TK Zofii H. i komendantowi Straży Trybunalskiej Piotrowi P. zarzuty obejmujące nadużycie uprawnień i niedopełnienie obowiązków. Sprawa dotyczy uniemożliwienia czworgu osób wybranych przez Sejm podjęcia obowiązków sędziowskich.
Sejm przez ponad dwa lata nie uzupełniał wakatów w Trybunale. W marcu wybrał Magdalenę Bentkowską, Dariusza Szostka, Krystiana Markiewicza, Macieja Taborowskiego, Marcina Dziurdę i Annę Korwin-Piotrowską. Prezydent odebrał ślubowanie od Bentkowskiej i Szostka, którzy zostali dopuszczeni do orzekania.
Pozostała czwórka złożyła 9 kwietnia w sejmowej Sali Kolumnowej ślubowanie z formułą, że czyni to „wobec prezydenta”, a następnie przekazała pisemne roty Kancelarii Prezydenta. Święczkowski nie uznał tej czynności za ślubowanie złożone wobec głowy państwa, dlatego sędziowie nie objęli urzędów.
W czerwcu Sejm wybrał Sławomira Patyrę, od którego prezydent odebrał ślubowanie pod koniec lipca. Patyra zapowiedział, że nie będzie orzekał ani uczestniczył w Zgromadzeniu Ogólnym do czasu dopuszczenia czworga sędziów. Następnie Sejm wybrał Macieja Berka. Kancelaria Prezydenta uzależniła odebranie jego ślubowania od przedstawienia dokumentów potwierdzających dziesięcioletni staż w zawodzie prawniczym.
Europejski Trybunał Praw Człowieka zastosował na początku maja środek tymczasowy w sprawie Korwin-Piotrowskiej, Dziurdy, Markiewicza i Taborowskiego. Wskazał polskiemu rządowi, aby właściwe organy nie utrudniały im objęcia i wykonywania obowiązków sędziów TK.
Cztery osoby pozostające poza Trybunałem to Krystian Markiewicz, Maciej Taborowski, Marcin Dziurda i Anna Korwin-Piotrowska. Ich sytuacja jest sednem sporu o to, czy uroczystość z 9 kwietnia i przekazanie rot Kancelarii Prezydenta wywołały skutki pozwalające na objęcie urzędu.
Żurek mówił również, że jeżeli Karol Nawrocki nie wykona obowiązku wobec Macieja Berka, rozważane będą działania zastępcze, przy czym o następnych krokach ma zdecydować sam Berek. Opozycja i Kancelaria Prezydenta podnosiły wcześniej wątpliwości dotyczące długości jego praktyki prawniczej.
Wypowiedź Kosiniaka-Kamysza wpisuje się zatem w szerszy konflikt obejmujący postępowanie karne, dostęp do budynku, ważność ślubowań i faktyczną możliwość orzekania. Wicepremier akcentował odpowiedzialność prawną, jednocześnie wykluczając przedstawianie planowanych działań jako siłowego przejęcia instytucji.
O.Zawadzki--GL